"Masochizm – rodzaj zaburzenia preferencji seksualnych, w którym jednostka odczuwa podniecenie seksualne w sytuacjach, kiedy zadawany jest jej fizyczny i psychiczny ból lub gdy jest poniżana."
Taką definicję podaje Wikipedia.
Jeśli właśnie takie znaczenie ma to słowo, to jak w takim razie opisać podobne zaburzenie, lecz nie mające nic wspólnego z seksualnością, czy fizycznością?
Zacząłem się nad tym zastanawiać, gdy zobaczyłem w Internecie serię obrazków zatytułowanych "Poradnik Małego Masochisty".
Ogólnie rzecz biorąc: alkohol, papierosy, poczucie samotności i smutne piosenki. Każdy obrazek z serii różni się jedynie zestawem utworów.
Podczas licznych prób nazwania tej niefizycznej perwersji (oksymoron?), zastanawiałem się, dlaczego w ogóle powstała taka seria obrazków, dlaczego są wśród nas ludzie (sam do nich należę), którzy CELOWO wywołują u siebie takie emocje, jak samotność, smutek, tęsknota, nostalgia, bezsilność, zwątpienie, nieszczęście, a czasem nawet rozpacz, czy histeria? Dlaczego niektórzy pod wpływem tego specyficznego klimatu spowodowanego połączeniem używek i muzyki (często wystarczy sama muzyka i puste mieszkanie) zapuszczają się w najciemniejsze zakamarki swoich wspomnień, czy wyobraźni? Dlaczego wracamy wtedy do czegoś, co nigdy już nie wróci? Dlaczego rozdrapujemy stare rany? I w końcu - dlaczego robimy to dobrowolnie, bez żadnego przymusu?!
Odpowiedź wydaje mi się aż zbyt oczywista. Człowiek jest tak samo egoistyczny, jak inne zwierzęta. Liczy się przetrwanie. Prawo dżungli połączone z piramidą Maslowa. Dopiero gdy sam będę miał dach nad głową, jedzenie w lodówce i trochę rzeczy w szafie, będę mógł pomyśleć o tym, że są ludzie, którzy zamarzają, lub umierają z głodu na ulicy. Dopiero, gdy mnie będzie stać na leki dla mnie i mojej rodziny, będę mógł pomyśleć o wspieraniu jakiejś fundacji. Dopiero, gdy sam będę należał do jakiejś grupy, będę mógł pomyśleć, by dołączyć do niej kogoś jeszcze (to akurat logiczne). Tylko gdy sam coś osiągnę, pomogę to zrobić komuś innemu. I w końcu tylko gdy mnie będzie stać na ukończenie szkoły muzycznej, zakup książek, czy przyrządów malarskich, dopiero wtedy pomyślę, że rozwijanie talentów to tak świetna sprawa, że warto by pomóc komuś jeszcze się rozwijać. I ze względu na ten właśnie ludzki rodzaj egoizmu ze spokojnym sumieniem stwierdzić mogę, że człowiek NIGDY nie zrobi NICZEGO, co nie byłoby dla niego choć w jakiś sposób dobre, lub przyjemne. Uciecha ciała, czy ducha nie zakończyła się w Sodomie i Gomorze; istnieje nadal, o czym wszyscy wiemy. Nie twierdzę, że to coś złego, wręcz przeciwnie, dlaczego mielibyśmy przeżyć średnio 70 lat, cały czas się umartwiając, czy wyrzekając się wszelkich wygód? Lecz kwestia moralna to temat na osobny wpis. Tymczasem wracając do przyczyn "małego masochizmu" - człowiek, urodzony egoista, dobrowolnie robi tylko te rzeczy, które sprawiają mu przyjemność, nigdy inne. Wkurza nas praca, szkoła? - nie mamy wyjścia, musimy tam chodzić. Natomiast po powrocie do domu jemy pyszny obiad, włączamy telewizor/czytamy książkę/korzystamy z komputera (co kto lubi - niepotrzebne skreślić) ponieważ sprawia nam to przyjemność. Dlatego też nigdy dobrowolnie nie przeczytamy książki, która nudzi nas od samego początku, nigdy nie kupimy do jedzenia czegoś, co nam nie zasmakowało przy pierwszej próbie, itd.
Jeśli mój tok rozumowania jest prawidłowy, to działania opisane w "Poradniku Małego Masochisty", choć w teorii wywołują smutek, czy bezsilność, w praktyce muszą powodować coś pozytywnego, inaczej nie robilibyśmy tego dobrowolnie. Czy jest to więc prosta droga do szczęścia? Nie do końca. Bardzo trudno opisać, co się dzieje w naszych głowach pod wpływem kilku drinków i smętnych piosenek, lecz na pewno nie jest to żaden rodzaj masochizmu. Masochizm bowiem polega na zadawaniu bólu, krępowaniu i poniżaniu (siebie, lub drugiej osoby). Mimo tego, że skutek jest teoretycznie pozytywny - spełnienie seksualne, czy chwilowa rozkosz - to jednak jest on właśnie CHWILOWY. Ślady jednak zostają - na ciele i/lub na psychice. "Katowanie się" smutnymi piosenkami i umyślne wprowadzanie się w stan chandry - choć BARDZO okrężną drogą - prowadzi do pozytywnych skutków nie zostawiajac zadnych sladow! Już tłumaczę. Gdy do naszych uszu dostają się kolejne dźwięki Pink Floydów, gdy czujemy ogarniającą nas samotność i brak chęci do życia, wtedy znajdujemy chęć na jedną rzecz - wędrowanie po naszych wspomnieniach i modyfikowanie ich za pomocą wyobraźni. Najczęściej wspominamy ważne chwile w naszym życiu - byłe związki, stare przyjaznie, znajomosci, czy momenty, ktore ze wzgledu na natezenie emocji gleboko wryly sie w nasza pamiec. Najczesciej katujemy sie myslami w stylu "co by bylo, gdyby...", na przyklad: "Gdybym wtedy zachowal inaczej, na pewno nadal by mnie kochal/a", "gdybym wtedy bardziej przykladal sie do treningow, na pewno zaszedlbym dalej", "gdybym wtedy dal z siebie wiecej, na pewno wszystko by sie potoczylo inaczej".
Czy takie myslenie moze miec jakiekolwiek pozytywne skutki dla nas? Moze. Katowanie sie wspomnieniami, tym co bylo kiedys, czego teraz nie ma, tylko w teorii wydaje sie prosta droga do chandry, czy nawet depresji. W praktyce jednak przywolywanie wydarzen, ktore przezylismy z osoba, ktorej przy nas juz nie ma, wprowadza nas w stan nostalgii, a to przynosi nam wiele korzysci. Dzieki niej w przyszlosci lepiej bedziemy radzic sobie z problemami, poniewaz bedziemy wiedziec, jak powinnismy sie zachowac, jak nie popelnic dwa razy tego samego bledu z przeszlosci. Co wiecej, wiele badan potwierdza, ze umiejetnosc przeksztalcania smutku w nostalgie wplywa pozytywnie rowniez na nasze zdrowie fizyczne!
Medytacja nad cierpieniem, czy bledami z przeszlosci pomaga zdobyc wiedze, jak uniknac ich w przyszlosci. Jesli czujemy sie samotni, tesknimy za czyms, nie bojmy sie o tym myslec, nie bojmy sie do tego wracac, nie probojmy na sile o tym zapomniec. "Poradnik malego masochity" ma jeszcze jedna zalete - dobra muzyka - sam serdecznie polecam Pink Floydow, Ricky'ego Nelsona, Soley, czy Nancy Sinatre. Milego wieczoru!

Piekielnyś optymista, oj piekielny. W takim podejściu każde zachowanie mógłbyś rozwinąć jako dążące do pozytywnych efektów. Rozważmy morderstwo - człowiek w końcu może zrozumie jak wielką szkodę uczynił (albo jak pomógł światu uwalniając bluźniercę z niegodnego ciała, kwestia podejścia) i stanie się innym człowiekiem. Sąd wyda wyrok, morderca odpokutuje i może kiedyś zbuduje schronisko dla zwierzątek.
OdpowiedzUsuńWiem, wykoślawiam Twą logikę. Ale ma ona w sobie ten pierwiastek, że Poradnik Młodego Masochisty służyć MOŻE nam (masochistom...) w pozytywny sposób. Co zrobić jednak z tymi, którzy spełnili czwarty punkt? Mieli zbyt wielką wrażliwość i tak przejęli się światem, że... no właśnie, co?
A po co nam smutne piosenki? Piszesz o nostalgii, tęsknocie - pełna zgoda. Dorzuciłbym jeszcze dwie sprawy:
1. Egoistyczny z natury zwierz (człowiek) lubi się uczyć na cudzych błędach.
2. Smutne piosenki niosą refleksyjność, zawieszenie czasu i wspomniane wspomnienia. Oto najbardziej pozytywny efekt "masochizmu" - myślenie.
Powodzenia.
Nie, nie wykoslawiasz mojej logiki, bo to nie moja logika - ja nie pisze o przeszlosci, tylko o tym, jak w przyszlosci nie popelniac bledow z przeszlosci.
UsuńCo do punktu czwartego - spelniaja go osoby, ktore niestety nie potrafia przeksztalcic smutku w nostalgie, ktora jest dla nas dobra, lecz za to ten smutek tylko wyolbrzymiaja, zamieniajac go w depresje, czy rozpacz.
Freud by się ucieszył... W końcu psychoanaliza polega na ułatwieniu i przepracowaniu traumy w nostalgię, przeżycie "żałoby".
UsuńI wszędzie te błędy! Są, były i będą. Jakie to zabawne...
Taki masochizm pozwala dodatkowo utrzymac w miare poprawna kondycje psychiczna czlowieka, ktory pod wplywem srodowiska przyjmuje pewne maski. Przyczyn przyjmowania masek jest wiele- by nie zadawali pytan "co sie stalo?", by zyskac uznanie w oczach innych "on jest taki zabawny, ciagle żartuje, dusza towarzystwa!" Itd. Ale ile mozna? Gdyby czlowiek ciagle byl taki wesoly, twardy i bezproblemowy nie byl by czlowiekiem. Wiec czasem trzeba zrzucic ta maskę i uwolnić te wszystkie cholerne emocje ktore sie gromadzą. To tak ode mnie. Poza tym zgadzam sie z twoja teorią- jest calkiem sensowna
OdpowiedzUsuńTo nie zawsze musi byc maska - maska to cos sztucznego, aktorstwo, rola. Jest wiele osob zachowujacych sie zupelnie inaczej w towarzystwie i w samotnosci, lecz czasami to sa po prostu dwa rodzaje zachowan, dwie osobowosci(?). Tak po prostu zyje sie latwiej.
UsuńPowinnam napisac "maska" :) a co do osobowosci (w zwiazku z tym znakiem zapytania)-czlowiek ma ich wiele a ci ktorzy mowia ze zawsze sa soba albo klamia albo ich glowna osobowosc jest bardzo dominująca (co nie zmienia faktu ze zawsze to ona ma kontrole). Hmm moze tez zaczne pisac bloga? Zycze ci powodzenia, tak trzymaj ;)
Usuń